Skip to:

Kronika z miesiąca czerwca w klasztorze Santa Teresa de los Andes w Argentynie

Są daty, dni, chwile w których dusza przygotowuje się ze specjalnym zaangażowaniem na coś “bardzo wielkiego”.

Z biegiem lat, w klasztorze zauważam, że doswiadczam tego zwłaszcza w czasie Wielkiego Postu-Wielkanocy, w czasie Adwentu, Bożego Narodzenia i podczas miesiąca czerwca, w którym liturgia pozwala przeżyć aż do  Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, największe Tajemnice Boga: Najświętsza Trójca ukryta w duszy; Boże Ciało, Jezus w Eucharystii, który tego dnia opuszcza tabernakulum „szczęśliwy jak zwycięzca, kroczący drogą”, aby iść z nami pod naszym niebem, które nosi kolory płaszcza Matki Bożej z Lujan; Najświętsze Serce Jezusa, zranione z miłości do nas, przywołując większą miłość i wdzięczność ludzi; Narodzenie najbardziej pokornego pomiędzy największymi ludźmi, który przygotował drogi dla Pana, świętego Jana Chrzciciela; męczeństwo świętych Piotra i Pawła, dwóch wielkich dusz, hojnych w ofiarowaniu swojego własnego życia, aż do krwi dla naszego Pana Jezusa Chrystusa....

I w jeden miesiąc dać sobie cały czas, który wydaje się nie wystarczać, by zobaczyć osoby, usłyszeć to, co mówią, patrzeć na to, co czynią, kończąc pełną miłości rozmową, coraz bardziej intymną, im bardziej obejmuje nas i przenika tajemnica....

Zdaję sobie sprawę również z tego, że nie mogę dobrze przeżyć czerwca, jeśli nie przeżyję tajemnicy wcielenia, 25 marca, narodzenia 25 grudnia i śmierci w czasie Wielkanocy, ponieważ te daty znamionują czas i przestrzeń, przedłużając się  w historii każdej duszy, szczególnie w historii mojego życia, życia konsekrowanego dla miłości Jezusa Chrystusa, Prawdziwego Boga i Prawdziwego Człowieka, Słowa Wcielonego, w przestrzeni jednego z klasztorów.

I nie mogę żyć dobrze w miesiącu czerwcu, jeśli nie celebruję świąt w pewności, którą daje nam wiara, w zaufaniu, które daje nam nadzieja i w pobożności, którą daje nam miłość…

… Bo naszą wiarą, naszą nadzieją i naszą miłością,

 

Jest Osoba, jest Jezus Chrystus!

W samotności i ciszy klasztornej celi, z Pismem świętym zawsze otwartym, aby pić z niego, jak z  niewysychającego źródła, poznaję tajemnicę, którą będę celebrować w liturgii osobistej i wspólnotowej, zwłaszcza we Mszy Świętej, aby powrócić z niej w skupienie celi niosąc w moim sercu Autora wszystkich uroczystości czerwca.

Krótka liturgia tych uroczystości przeżywanych jednego dnia naszego czasu jest przedsmakiem tego, co zobaczymy i zdobędziemy na wieki w niebie!

Co powiedzieć lub w jaki sposób wyrazić to, czego dusza nie może objąć, ponieważ jest w kontakcie z Bożą rzeczywistością, która przekracza czas i przestrzeń?

Wszystkie te myśli przychodziły mi do głowy, w czasie gdy wśród hymnów i pieśni, kroczyłam za Najświętszym Sakramentem w dniu Bożego Ciała, wśród pożółkłych dróg od naszego seminarium  do klasztoru, zimnego, czerwcowego poranka. Patrzyłam na Niego, pomniejszonego z miłości do mnie do czasu i przestrzeni Swojej obecności eucharystycznej i myślałam, że ta monstrancja przedłużała się w czasie i przestrzeni mojej małej celi.

Więc adoruję tego, który przez jeden dzień czerwca opuścił tabernakulum dla mnie i wyszedł mi na spotkanie, przypominając mi to pierwsze spotkanie mojego powołania...

***********

Jak bardzo musimy być wdzięczni Ojcu Buela, że uczy nas coraz bardziej kochać i dowartościowywać Mszę Świętą, Najświętszą Eucharystię, ponieważ w niej przeżywamy tajemnice, które do głębi ożywiają tajemnicę naszej konsekracji zakonnej! 

“Dlatego, to wam wystarczy, by zrozumieć, co powiedział Nasz Pan; Czyńcie to- We Mszy Świętej, w Eucharystii –  każdy z was uczy się uczestniczyć za każdym razem w sposób coraz bardziej świadomy, bardziej aktywny i bardziej owocny, niech będzie błogosławiony ten dzień i wszystkie inne dni, które nastąpią po nim, ponieważ nauczyli się tego, co jest najważniejsze , co człowiek – mężczyzna i kobieta-, ma czynić na ziemi, to znaczy oddawać cześć Bogu i tak zrozumieć znaczenie świętowania, radować się w miłości, która jest świętowaniem stąd rozpoznać wszystkie dobrodziejstwa, wszystkie wielkości, wszystkie dobra, jakie są w stworzeniu...I także fakt, że Bóg stworzył mnie...Że Bóg mnie umiłował i że jestem Jego prawdziwym dzieckiem, że Jezus Chrystus umarł za mnie na krzyżu, że jestem żywą świątynią Ducha Świętego, że mogę nazywać Maryję moją matką, że mogę otrzymać Pana w Eucharystii”.

*************

     

Bóg zechciał, by wszyscy kapłani naszej małej rodziny zakonnej, przyciągali nas każdego dnia do Pana na ołtarzu, gdzie przestrzeń jest bez miary i czas staje się wiecznością.

Czerwiec  2017

s. María de las Virtudes